poniedziałek, 22 lutego 2016

Jestem libertarianinem!


"Naprawę państwa należy zacząć od naprawy pojęć".
Konfucjusz

Większość tematów na moim blogu inspirowana była potrzebą „nazywania po imieniu” zjawisk społecznych, które w naszym kraju definiowane są w sposób znacznie odbiegający od ich formalnej definicji. Ta prawidłowość dotyczy również dzisiejszego wpisu.:-).

Kilka dni temu zapytany o swoje poglądy polityczne, przez młodego ,około trzydziestoletniego człowieka, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że jestem libertarianinem, a właściwie, rozszerzając definicję - zwolennikiem nurtu anarcho-kapitalistycznego. W swojej naiwności sądziłem ,że wystarczy posłużyć się tymi sformułowaniami by zostać zrozumianym przez rozmówcę.

Niestety podobnie jak to bywało już w innych sytuacjach stwierdziłem, że mój interlokutor otworzył szeroko oczy i usiłując zabić w sobie ciekawość, bez przekonania kiwał głową. Miało to sugerować iż wie o czym mówię…W tych okolicznościach postanowiłem rzucić trochę światła na sprawę - przytaczając, okrojoną z konieczności definicję libertarianizmu.

Libertarianizm jako doktryna społeczna.

Libertarianizm jest doktryną społeczno-polityczną powstałą pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych z inicjatywy Murraya N. Rothbarda, Karla Hessa, Johna Hospersa, Harry'ego Browne'a Roberta LeFevre'a i wielu, wielu innych, głoszącą, iż każdy człowiek powinien mieć swobodę dysponowania swoją osobą i własnością, o ile nie ogranicza swobody dysponowania swoją osobą i własnością komuś innemu a jej podstawą jest ZASADA NIEAGRESJI.

Zasada ta odnosi się zarówno do sfery życia społecznego jak i gospodarczego a definiowana jest na wiele sposobów, oto dwa z nich :„Mówi ona po prostu, że dla każdego legalnym powinno być czynienie czegokolwiek, co chce, o ile nie inicjuje (czy grozi użyciem) przemocy w stosunku do innych osób i prawnie przez nich posiadanej własności. To znaczy, że w wolnym społeczeństwie każdy będzie miał prawo produkować, kupować lub sprzedawać dowolne towary i usługi na bazie obopólnie akceptowanych reguł. Tym samym nie będzie przestępstw bez ofiary, regulacji ceny, rządowej kontroli nad gospodarką, itp”1. Tak więc wynika z tego,że dyktatura większości, bez uwzględnienia potrzeb mniejszości-czyli „demokratura”- jako forma wymuszania woli mas, jest sprzeczna z zasadą libertarianizmu i nie da się jej nazwać demokracją!!!

Druga definicja akcentuje bardziej charakter relacji społecznych:”Podstawowym aksjomatem teorii libertariańskiej jest to, że nikt nie może grozić ani użyć przemocy (agresji) wobec innej osoby czy jej własności. Przemocy może użyć jedynie w stosunku do osoby, która dopuściła się przemocy, to jest jedynie w obronie przed agresywną przemocą ze strony innej osoby. W skrócie, nie można użyć przemocy w stosunku do kogoś, kto nie jest agresorem. To jest podstawowa zasada, z której można wydedukować cały zbiór praw libertariańskiej teorii. 2

W tym momencie na twarzy rozmówcy dostrzegłem przebłysk zrozumienia, co wbiło mnie w samozadowolenie z powodu niesłusznie przypisywanych sobie zdolności pedagogicznych , bo już kolejna wypowiedź zwaliła mnie z nóg. „A to ty jesteś lewakiem, to nie rozumiem czemu tak krytykujesz komunistów?..”.

Tym razem to ja szeroko otworzyłem oczy..:-) ponieważ skojarzenie libertarianizmu z komunizmem było ostatnią rzeczą jak przyszłaby mi do głowy. Jak się jednak okazało ścieżki ludzkiego umysłu w dochodzeniu do prawdy są niezbadane i pokrętne… Musiałem więc wytłumaczyć na czym polega różnica.

 Libertarianizm a komunizm.

Według doktryny libertariańskiej dobro wynika z poszanowania wolności, która legitymizuje prawo do posiadania i dysponowania własnością. Takie postawienie sprawy gwarantuje sprawiedliwość społeczną. Jeśli pod hasłami sprawiedliwości społecznej państwo zabrania posiadania własności prywatnej oraz poprzez przymus realizuje cele polityczne, to mamy komunizm w jego bolszewickiej odmianie. Jeśli zaś obok prawa do wolności uznajemy konieczność istnienia państwa jako strażnika praw i swobód obywateli w jego minimalnej okrojonej wersji (policja, wojsko, sądownictwo) to jest to odmiana libertarianizmu tzw minarchizm lub etatyzm . Jeśli zaś uznamy że te elementy państwa można pozostawić w rękach prywatnych to jest to anarcho-kapitalizm.

Tak więc ze względu na forsowanie zasady, że: „wolność to uświadomiona konieczność” :-) komunizm nie ma nic wspólnego z libertarianizmem a JA NIE JESTEM LEWAKIEM!!!:-)



1Walter Block http://www.libertarianizm.pl/zasada_nieagresji
2Murray Newton Rothbard http://www.libertarianizm.pl/zasada_nieagresji

czwartek, 28 stycznia 2016

Polskie myślenie ekologiczne.


" Przyroda jest czymś innym niż sądzimy,
Ma duszę, jest wolna, pełna miłości,
Przemawia własnym językiem "
.

Arne Naees

W Lubuskiem grasują watahy wilków, mieszkańcy przerażeni, musi być odstrzał!!!”:-))1

Cytowany przeze mnie, twórca ruchu „ekologii głębokiej” i ekofilozofii Arne Naees, powiedział kiedyś, że pytanie „ ...czy wolno zabić ostatnie z żyjących zwierząt, by ratować ludzkie życie?...jest niewłaściwie postawione, ponieważ ważniejsze dla istnienia człowieka, powinno być pytanie - „dlaczego to zwierzę jest ostatnie”? Wczorajsze prasowe doniesienia spod zachodniej granicy potwierdzają słuszność tej tezy...

W internetowych wydaniach polskich dzienników pojawiły się, mrożące krew w żyłach, informacje na temat wilków w województwie lubuskim. Alarmujące tytuły głoszą :”W Lubuskiem grasują watahy wilków- mieszkańcy przerażeni!!!”,albo - „Watahy wilków w Lubuskiem -musi być odstrzał, mówią mieszkańcy!!!”, „Wilki podchodzą pod domy w Olbrachtowie”.

Dla zobrazowania grozy sytuacji, portal TVN 24 pokazał wójta Olbrachtowa, relacjonującego sytuację zagrożenia życia i zdrowia biednych mieszkańców ,których te bestie „będą na pewno atakować jak zgłodnieją…”. Przecież powszechnie wiadomo że nie gustują w sarnach ani jeleniach, których w naszych lasach jest zatrzęsienie, ale właśnie w ludzkim mięsku- a szczególnie takim, które dobrze przesiąkło zapachem lokalnego „wina”..:-))

Pan wójt w zaprezentowanej przez TVN wypowiedzi, mówił o konieczności „odszczału”:-) albo „zamknięciu tych wilków”, zgodnie z zasadą „chłop żywemu nie przepuści”. Dodał też, że równie uciążliwe są borsuki, ( bo to panie nory kopią), których też, o zgrozo, „nie można ruszyć” bo wszystkie są pod ochroną. Poprzez kontrast, w zestawieniu nie dającego się porównać dobra człowieka i wilka, dowodzono konieczności zapewnienia równie skutecznej ochrony zalęknionym mieszkańcom Olbrachtowa.:-)).

Wilki funkcjonują w lokalnym ekosystemie od kilkunastu lat i jak dotąd zdarzyło się zaledwie kilka incydentów z ich udziałem , polegających na pojedynczych atakach na zwierzęta gospodarskie lub domowe. Cóż, taka jest natura wilka, że jako mięsożerca, wyposażony w instynkt łowiecki, ma zakodowany nawyk polowania. Trzeba się więc liczyć się z tym, że niedopilnowana krówka lub owieczka może nie wrócić z „samodzielnej, leśnej eskapady”, i zadaniem gospodarza jest sprawić by tak się nie stało.

Wilki jako zwierzęta szczególnie płochliwe i unikające człowieka nie zagrażają mu bezpośrednio, o czym sam miałem okazję się przekonać, spotykając je kilkakrotnie w ciągu ostatnich 10 lat. Dodam, że wynikało to z chęci obserwowania ich w naturalnym środowisku a nie z powodu morderczych instynktów przedstawiciela „wyższego gatunku.”

Przyzwyczailiśmy się w Polsce, że las to taka monokulturowa plantacja sosny, pozyskiwanej przez Lasy Państwowe według założonego planu, na potrzeby przemysłu drzewnego. Dowodzą tego drzewa sadzone „pod sznurek”, oraz rozbudowana sieć leśnych dróg, pozwalająca wywozić „produkowane” drewno do fabryk. Pętające się po lesie , nie wiedzieć po co, zwierzęta są natomiast źródłem rozrywki elitarnej grupy przedstawicieli naszego narodu - czyli myśliwych.

Elitaryzm tej grupy wynika z wysokich cen sprzętu, niezbędnego do uprawiania owego hobby, oraz swoistego języka, jakim posługują się myśliwi, starając uzasadnić zastępowanie drapieżników w ich szczytowej roli. Elitarne są również przepisy, które obowiązują niezmiennie od 1968 r, pozostając równie archaiczne jak gwara łowiecka, sięgająca swym źródłosłowem czasów jagiellońskich.

W świadomości Polaków zakorzeniło się więc przekonanie, że dzikie zwierzęta to taki żywy chwast, szkodliwy dla funkcjonowania rolniczych hodowli i plantacji. W sytuacji prawdziwego, czy też wymyślonego zagrożenia, rolnicy widzą jedno rozwiązanie: „odszczelić”:-)). Nikt nie zastanawia się natomiast jak taki odstrzał wpłynie na lokalny ekosystem , ponieważ nikt nie ma świadomości, że ten ekosystem jest potrzebny człowiekowi do życia, jak powietrze i woda. Wraz z jego zniszczeniem zginie gatunek głoszący, że „...człowiek to brzmi dumnie” czyli sam homo sapiens, sapiens!

Ten materiał unaocznił mi, że w narodzie, utrwaliło się, jakże błędne, założenie, iż człowiek nie jest częścią przyrody tylko jej właścicielem...Postanowiłem zatem sprawdzić jakim poziomem wiedzy na temat stanu naszego ekosystemu dysponują Polacy i jakie zagrożenia uznają za istotne dla funkcjonowania człowieka w środowisku przyrodniczym?

Czy Polacy wierzą w ekologiczne zagrożenia?

Kto, słuchając wywodu wójta Olbrachtowa mógłby pomyśleć, że Polacy nie posiadają elementarnej wiedzy na temat ekologii, bardzo by się pomylił. Wiedzę tę badał na początku listopada 2014 r amerykański ośrodek Pew Reserch Center. Badania obejmowały 40 krajów i dotyczyły również Polaków, którzy mieli okazję zabłysnąć na tle innych narodów. Tak też się stało, okazało się mianowicie, że nasi rodacy są najbardziej „wyluzowaną „ nacją w ocenie problemu globalnego ocieplenia i najmniej przejmują się zmianami klimatu. W „luźnym” podejściu do sprawy ,pobili nas jedynie Izraelczycy, którzy mają, jak wiadomo, inne problemy na głowie. Średni wskaźnik indeksu troski o klimat wynosi w tym badaniu 9,93, a Polacy zostali ocenieni na 8,73, przegrywając nawet z opóźnionymi w reagowaniu na problemy ekologiczne Ukraińcami i Rosjanami!!!2

Czyżby więc lekceważące nastawienie do ekologicznych problemów świata wynikało z braku świadomości zagrożeń? Ależ nie!! Przeprowadzone w ubiegłym roku badania krajowe,(bodajże przez CBOS),pokazały że 71 % Polaków wierzy w globalne ocieplenie jako skutek działalności człowieka. Ale ponad 37% stwierdziło że ich to nie dotyczy, ponieważ ewentualne tragiczne konsekwencje nie zdarzą się za ich życia a 53 % orzekło, że klimat zmienia się cyklicznie, więc nie ma się czym przejmować.

Pozostali uznali, iż alarm w sprawie globalnego ocieplenia jest konsekwencją działalności wielkich koncernów przemysłowych, zarabiających na źródłach energii odnawialnej i tak naprawdę chodzi tu o nic innego jak o biznes. Zgodnie z polskim modelem rozumowania o cudzym biznesie, nie można pozwolić by tacy cwaniacy zarabiali na ludzkim strachu. Tak więc „na złość babci odmrożę uszy” ale nie dam zarobić „zielonym firmom”!

W ostatecznym rozrachunku -Polacy uważają, że zmiany klimatyczne są niepodważalnym faktem, ale nie zamierzają nic w tej sprawie robić, przynajmniej na razie. Jeśli zajdzie taka konieczność niech się martwią nasze wnuki – przecież nas to jeszcze nie dotyczy! A skoro tak to wydawajmy pieniądze na bardziej potrzebne przedsięwzięcia!:-) Jakie to typowe dla Polaków, zawsze są ważniejsze problemy i wyższe cele, dlatego stare przysłowie o „Polaku mądrym po szkodzie” jest ciągle aktualne. Jednak zanim pójdziemy po rozum do głowy i zaczniemy się zamartwiać o cały ekosystem, dajmy choć trochę pożyć tym biednym wilkom, bez forsowania smutnej w swej wymowie koncepcji prewencyjnego odstrzału.


1http://www.wprost.pl/ar/530299/W-Lubuskiem-grasuja-watahy-wilkow-mieszkancy-przerazeni-Musi-byc-odstrzal/
2Polityka nr 48(3037)2015

środa, 20 stycznia 2016

Powrót IV RP czyli PIS bez cenzury.


Dokonało się! – zmiana u steru państwa stała się faktem! Według polityków PIS-u :-)), wszystko przebiegło sprawnie i zgodnie z zasadami demokracji...Wytyczne do działania nowych władz wydał sam „Wódz Partii i Narodu” a nieśmiałe próby ich przewartościowania, dokonane przez nowo mianowaną Panią Premier zakończyły się pogrożeniem palcem oraz stwierdzeniem, że „człowieka na tym urzędzie zawsze można zmienić...”

Obietnice z kampanii wyborczej są realizowane na bieżąco, począwszy od sztandarowego przedsięwzięcia, promującego wielodzietność - czyli 500 zł na dziecko. Niestety, równość obywateli wobec prawa nie jest tu już tak istotna, jak sam gest ze strony rządu. Jasno dano to odczuć tym przedstawicielom klasy średniej, którzy do pieniędzy i dobrobytu doszli za sprawą własnej zaradności i przedsiębiorczości. Stwierdzono mianowicie, że nieetycznym z ich strony byłoby zgłosić się po ów dodatek, ze względu na wystarczający do utrzymania wielodzietnej rodziny status finansowy. W odróżnieniu od niezaradnych, słabo wykształconych i bezczynnych przedstawicieli proletariatu, którzy zamiast doskonalenia zawodowego i i aktywnego poszukiwania pracy, powinni się teraz zająć rozmnażaniem dla dobra ojczyzny. Płodząc potomstwo na swój obraz i podobieństwo.

Obserwując tę sytuację odniosłem wrażenie, że znowu powiało „gierkowską ideologią dobrobytu”, rozumianą jako tworzenie iluzji zaspokojenia potrzeb proletariatu miast i wsi…Sam Kaczyński w jednym z wywiadów, ironizował, że „ludziom obecna sytuacja nieodparcie kojarzy się z epoką Gierka, ale przecież oprócz licznych podobieństw są znaczne różnice tzn -gospodarka rynkowa, wolność obywateli i fachowość kadry rządzącej”. Jednak dla przedstawicieli starszego pokolenia jasnym jest, iż ideologiczna koncepcja państwa, Jarosława Kaczyńskiego, tworzyła się właśnie w tamtej epoce i wyobraźnia prezesa nie potrafi wzlecieć ponad jej skostniałe idee. Większość haseł brzmi znajomo: „Program partii programem narodu”, „partia kieruje a rząd realizuje jej założenia”, „media państwowe tubą propagandową partii..” itp. Czyżby nowa koncepcja realnego socjalizmu w duchu chrześcijańsko-narodowym?

Analizując system sprawowania władzy dostrzegamy że :
  • Centralna, podporządkowana partii władza stara się kontrolować wszystkie obszary życia społecznego i gospodarczego państwa.
  • Jedna, narodowo-chrześcijańska ideologia ma być spoiwem kulturowym całego polskiego społeczeństwa.
  • Wolność jednostki jest podporządkowana nadrzędnej idei i musi się mieścić w normie ustalonej przez partię.
  • Instytucje kontroli (np. Trybunał Konstytucyjny)oraz władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza powinny wyrażać wolę narodu, na straży której stoi Partia!
  • Wszyscy myślący inaczej stanowią kastę gorszych Polaków, a stając po stronie opozycji porównywani są do ZOMO!
  • Wszyscy liberałowie- finansowani są przez „zachodnich mocodawców z opcją niemiecką na czele...”

Prezes tak podsumował to wszystko w swoim exposé: „(…) ideą nadrzędną jest Polska Wspólnota Narodowa, do jej realizacji zaprzęgnięto cały mechanizm państwa, inspirowany partyjnym programem reform a celem jest zapewnienie Polakom bezpieczeństwa militarnego, gospodarczego i społecznego”.! Niby pięknie i szlachetnie ze strony Prezesa, jest jednak pewien problem.

Proponowana przez PIS forma rządów jest tak daleka od formuły politycznego pluralizmu, że żaden szanujący się obywatel Wolnego Świata nie nazwałby jej demokratyczną. System stworzony przez Prezesa nazwać można w najlepszym razie: „demokraturą” , rozumianą jako przebrzmiała idea „dyktatury większości”, a właściwie dyktatury silniejszego, w polskich realiach definiowanej hasłem ;”TERAZ K...A MY!!!” Jest ona absolutnie obca zasadzie umowy społecznej, realizowanej poprzez poszanowanie praw mniejszości…oraz idei „PAŃSTWA PRAWA „ wszechobecnego w założeniach ideologicznych PIS-u!

Dla niedostrzegających niczego złego w takim podejściu do demokracji, krótka informacja: Pan Prezes uznał że : elity są wynarodowione i nie można im ufać, administracja powinna być upolityczniona a nie fachowa, Unia Europejska nas oszukuje i wykorzystuje, więc powinniśmy się na nią wypiąć… Środkami do walki z tymi problemami jest: przejęcie kontroli nad służbami specjalnymi, sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego i przejęcie mediów publicznych.

Obserwując wydarzenia ostatnich tygodni trudno nie dostrzec, że Prezes konsekwentnie realizuje swoją koncepcję IV RP , opartą o stare obietnice z poprzedniej kadencji, pełne banałów i populizmu. Co ciekawe - propozycje rozwiązań politycznych Beaty Szydło w warstwie społecznej i ekonomicznej w znacznym stopniu podobne są do poglądów dzisiejszej zachodniej lewicy, tylko po takim szokującym otwarciu, trudno uwierzyć że ma to jakiekolwiek znaczenie dla sposobu sprawowania władzy w naszym kraju, skoro z tylnego siedzenia kieruje nim Pan Prezes…

Dodać do tego trzeba obowiązującą od początku rządów PIS-u „politykę tworzenia etosu bohaterstwa” we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Ma to na celu zerwanie z tradycją mówienia prawdy o wadach i wyciągania właściwych wniosków z błędnych posunięć.:-))Dała temu wyraz Pani Premier mówiąc:”(...) byśmy nie wstydzili się budować etosu naszych bohaterów i zawsze o nich pamiętali. Przy wsparciu publicznych środków powinny powstawać takie dzieła, które opowiedzą Polsce i światu prawdę o naszych bohaterach.”1

Oby nie znaczyło to, że naród, który do dziś nie poradził sobie z odgrzebaniem prawdy spod kłamstw komunistycznej propagandy, musi wysłuchiwać nowych, naciąganych ideologicznie interpretacji współczesnych i historycznych wydarzeń. A wszelkie próby odbrązowienia i odkłamywania polskiej rzeczywistości zakończyć by się miały zamknięciem ust, sądowym wyrokiem, po publicznym procesie w stylu PRL. Przyznać trzeba , że przy stosowanej przez PIS taktyce faktów dokonanych nie wydaje się to być zdarzeniem szczególnie nieprawdopodobnym.


1Polityka nr 48(3037), 25,11-1.12.2015

środa, 9 grudnia 2015

Prowincjonalny system rządów-czyli PZPR wiecznie żywa!


Do niedawna wiele podróżowałem po Polsce rowerem. Praktycznie w każde wakacje zdarzało mi się pakować sakwy i ruszać w trasę. Zaletą takiego sposobu podróżowania jest możliwość wnikliwej obserwacji otoczenia, a przede wszystkim sposobu funkcjonowania lokalnych społeczności we wszystkich zakątkach naszego kraju.:-))

A było co obserwować! Zacząłem doświadczać w praktyce,skutków zmian zachodzących w kraju po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Zaliczam do nich lepsze drogi, pojawiające się jak grzyby po deszczu - ścieżki rowerowe, łatwiejszy dostęp do placówek handlowych i kulturalnych. Jednym słowem : „sielanka”. Ale kiedy wejść w to trochę głąbiej to okazuje się że nie jest wcale tak różowo. Lepsze drogi kończą się gdzieś w „szczerym polu”, ścieżki rowerowe przebiegają tylko przez środek wsi a na jej granicy przechodzą płynnie w drogi przeciwpożarowe z piachem po osie. Na kempingach i polach namiotowych brak jest bankomatów, zdarza się ,że po pieniądze lub dla uzyskania pomocy medycznej trzeba jechać kilkadziesiąt kilometrów do sąsiedniej gminy.

Bywa również, że gminy fundują sobie kładki dla pieszych nad lokalnymi ciekami, w miejscach, gdzie nikt od lat nie widział żywej duszy, a perony kolejowe (patrz Zielona Góra), pojawiają się niespodziewanie w środku lasu, gdzie jedynie sarny i dziki mogłyby z nich korzystać...Nie są to odosobnione przypadki bo pieniądze publiczne wydaje się w ten sposób w całym naszym kraju.

Przeciętny Holender , Niemiec lub Szwed powiedziałby, w takiej sytuacji, że to zwykła niegospodarność, ale nie Polak. Dla Polaka nie jest to kwestia dyskusyjna - skoro taki stan rzeczy istnieje to znaczy, że tak musi być i nie ma co się nad tym zastanawiać. Przecież nie utrudnia to w żaden sposób korzystania z ulubionej rozrywki, jaką jest picie piwa pod sklepem. A, że ktoś uszczknie coś tam z funduszy unijnych to problem Unii, skoro daje kasę to niech się martwi. Tylko, boleśnie narzuca się konstatacja , że jest to powtórka z czasów gierkowskich, kiedy kupione za dewizy na Zachodzie maszyny rdzewiały pod gołym niebem, bo zamówiono je zanim powstała fabryka, a budowane w ekspresowym tempie drogi dla uczczenia przyjazdu I sekretarza, rozpadały się po tygodniu ponieważ asfaltowy dywanik kładziono na piaskowym podłożu.

Dr hab. Piotr Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego , twierdzi, iż taki stan rzeczy wynika z adaptacji dawnego ,komunistycznego systemu zarządzania, stosowanego w prowincjonalnej Polsce przez PZPR. W wywiadzie udzielonym Tomaszowi Borejzie - mówi: Na górze zwykle jest jakiś poseł. Najlepiej jak ma tzw. przełożenie na Warszawę i dojście do jakiegoś ministerstwa. W województwie lub powiecie znajduje się gwiazda takiego układu. Na ogół jest to człowiek umocowany politycznie, który pełni rolę pośrednika. Często ci "organizatorzy" znajdują się też w starostwach powiatowych. Duże znaczenie ma urząd marszałkowski, bo tam są pieniądze i realny wpływ na politykę w lokalnych społecznościach. Natomiast na dole jest poziom gminny, gdzie to wszystko przekłada się na konkrety – kontrakty i etaty.”1

Jest to układ żywcem przeniesiony ze struktury PZPR. Na jego czele stał jakiś lokalny, powiązany z „centralą „ działacz partyjny, dalej struktura egzekutywy wojewódzkiej i nomenklaturowi dyrektorzy przedsiębiorstw. Dzisiaj ci dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw zostali zastąpieni przez prywatnych przedsiębiorców, nieformalnie powiązanych z lokalną władzą.
Powoduje to, że przetargi na kontrakty w których teoretycznie powinna decydować cena oraz doświadczenie, wiedza i jakość wykonania usługi, ustawia się tak by wyeliminować konkurencję z zewnątrz, (ten stan rzeczy doskonale przedstawiono w serialu „Ranczo” gdzie przetargi, wójt ustawiał tak by wszystkie kontrakty przypadały Więcławskiemu):-)).

Zainteresowani, wewnątrz układu dogadują się, kto ma dostać kontrakt. Oczywiście zawyża się przy tym koszty dla uzyskania spektakularnych korzyści. Konsekwencje są takie, że świadczone w tym systemie usługi okazują się tańsze na wolnym rynku niż w zamówieniach publicznych. Dotyczy to wszystkich dziedzin działalności- od montażu instalacji, budowy wiat przystankowych, melioracji pól, aż do dużych projektów budowlanych. W całej Polsce inwestycje są realizowane po to by znajomi i krewni mogli zarobić a nie dlatego, że są potrzebne lokalnej społeczności.

Tu znów zacytuję dr. Nowaka: „Często. Celem wydawania pieniędzy niekoniecznie jest wizja programowa. Bywa nim znajomość konkretnego wykonawcy. Skoro coś może wykonać "swój", to się właśnie to robi. Mam na swoim terenie brukarzy? Zrobię chodniki. Nie zawsze chodzi o korupcję. Często o brak kompetencji i specyficzny sposób rozumienia interesu społecznego. Przy czym bardzo trudno jest tego dowieść, stosując tradycyjne narzędzia badań społecznych.”2

Mistrzami”w tej dziedzinie są działacze PSL - „Ze smutkiem muszę powiedzieć, że widać to po ostatnich wypadkach w PSL-u. Kiedy czytam, jak zatrzymany poseł awanturuje się z policją i krzyczy, że nie mogą go dotykać, bo on zna posła Burego i ich załatwi, to w jego przekonaniu, że może to zrobić, widzę kwintesencję tego, jak takie układy działają. Ci, którzy mogliby z tym coś zrobić, bardzo często w nich uczestniczą. Ci, którzy chcieliby z nimi coś zrobić, są bardzo często za słabi.”3

Mieszkańcy takich prowincjonalnych miejscowości niejednokrotnie sami są uwikłani w nielegalne przedsięwzięcia, czego byłem świadkiem w jednej z „letnich metropolii”, kiedy to tzw „porządny obywatel”przez 30 minut narzekał na niegospodarność i nepotyzm w gminie, oraz złorzeczył „durnym mieszkańcom” że dają sobą manipulować. Kiedy go zapytałem dlaczego sam nic z tym nie robi tylko narzeka, odpowiedział- „coś pan zwariował ja warsztat na czarno prowadzę jak podskoczę to mnie utrącą..” I tak wygląda obywatelska postawa polskiej prowincji, aktywizuje ją najczęściej zazdrość, że powiązany z polityką wójt więcej wyciąga ze swoich kombinacji niż „porządny obywatel” ze swojego prowadzonego „na czarno” warsztatu.:-))

Jeśli dodamy do sieci takich powiązań lokalne media, zależne od finansów gminy, komendanta policji, który jest szwagrem wójta, prokuratora, będącego bratem ciotki żony i sędziego który kończył studia z prokuratorem, to okaże się że lokalny układ stał się twierdzą nie do zdobycia, a cały aparat państwa jest za słaby by go zdemontować.

Innym problemem są kompetencje lokalnych urzędników, spośród których większość to ludzie słabo przygotowani, trafiający na stanowiska dzięki protekcji rodzin i znajomych. W socjologii taki sposób aktywności społecznej nazywany jest"brudnym kapitałem społecznym". Aby odróżnić gminę z siecią patologicznych powiązań od zarządzanej zgodnie z zasadami wystarczy przyjrzeć się rozwojowi poszczególnych miejscowości. Jak pisze Nowak- „ Jeżeli trafiam do gminy, w której jest kilka lub kilkanaście miejscowości, i widzę, że wszędzie jest kanalizacja "lub" strategia na rozwiązanie problemów ścieków i wodociągi, to sobie myślę: to jest dobrze funkcjonujący wójt. Jeżeli trafiam w miejsce, gdzie jest jedna centralna miejscowość, która ma wszystko, a inni nic, to się zastanawiam, kto tutaj rządzi. Kryteria są zresztą często dość racjonalne. Inwestuje się tam, gdzie potrzebne są głosy. W miejscowościach, gdzie jest najwięcej mieszkańców.”4


Ostatnim problemem o którym chcę powiedzieć, a pisałem już o nim w poście: „Zastaw się a postaw się „,jest bezmyślne małpowanie wzorców zachodnich, bez dostrzegania kontekstu ich występowania. Większość takich adaptacji pasuje do polskich realiów jak „pięść do nosa”. Tak pisze o tym Nowak-„Tutaj jest też taka kwestia, że my jak papugi próbujemy naśladować cudze rozwiązania. Tymczasem potrzebujemy własnych. Jak mam sięgnąć do mojej działki, to jestem pewien, że na polskie rolnictwo nie ma pomysłu. Obawiam się, że brniemy w pułapkę. Są dobre samorządy, które rozwijają się w zrównoważony sposób i będą w stanie utrzymać swoje inwestycje. Ale będą też tacy, którzy nie udźwigną kosztów. Przy dekoniunkturze nie będą w stanie utrzymać tego, co zbudowali. Tego nikt nie kontroluje. To jest zostawione na żywioł. Kto spłaci te kredyty? Kto to wszystko utrzyma? Chyba najlepszy przykład to aquaparki, które teraz buduje się wszędzie.”5


Ważne by to wszystko zauważać i nie udawać że tak powinno być. By nie okazało się po latach, że podobnie jak w „epoce gierkowskiej” zmarnowaliśmy szanse jakie otworzyły przed nami zachodnie kredyty, inwestując pieniądze w nietrafione przedsięwzięcia, oraz ufając ludziom dbającym jedynie o własny interes. „Trzeba budować metody, które pozwolą ludziom się komunikować, organizować i współdziałać.”6


1Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”
2Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”
3Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”
4Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”
5Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”
6Tomasz Borejza Onet wiadomości „Polską lokalna rządzą sieci interesów”

piątek, 4 grudnia 2015

Zemsta "ciężko-myślących".


Ponieważ w ostatnich dniach wiele dzieje się na scenie politycznej, sądziłem, że podobnie jak ja, inni mieszkańcy naszego „Grajdołokowa” również będą zainteresowani przebiegiem zdarzeń , kształtujących , być może na całe dziesięciolecia charakter polskiej polityki. Myliłem się, rezydenci naszego miejskiego habitatu bardziej byli zainteresowani chęcią zemsty za poprzedni wpis na moim blogu niż rozważaniem w domowych pieleszach zakresu swych obywatelskich uprawnień, ograniczanych samowolą polityków.

Dokonując poprzedniego wpisu zapomniałem o dewizie Józefa Piłsudskiego, która głosiła, że: „Jeśli chcemy by Polak zrobił to czego od niego oczekujemy, musimy mu tego zabronić...” Wynika z tego również , że jeśli mu czegoś zabronimy - na pewno to zrobi, a przynajmniej poczuje się zobowiązany by zamanifestować swoje niezadowolenie! Tak więc lokalni mieszkańcy, oburzeni krytyką ich poczucia empatii i miłości do zwierząt, ruszyli gremialnie pod moje okna by zaprotestować przeciw tym „pomówieniom”.

Przez niecałą godzinę pod moim balkonem przewinęło się około 30 osób z których większość wykonywała „dziwne gesty”,( zauważcie, że to nie ja chodzę pod wasze okna tylko wy pod moje, kto więc ma „nierówno pod sufitem”??? :-)). Próby nawiązania kontaktu z niektórymi „protestującymi”:-)),poprzez stosowanie cytatu z Norwida, dotyczącego charakteru Polaków zakończyły się radosnymi okrzykami: „spier”... gnoju. Wobec powyższego stwierdzam, iż polski system pedagogiczny nie stanął na wysokości zadania, albowiem , trawestując znaną literacką frazę o Mickiewiczu: „Norwid wielkim poetą był...”:-))). A niedocenianie jego twórczości świadczy o niskim poziomie narodowej tożsamości rodaków…:-))

Na zakończenie, stosując się do wymienionej w poście, maksymy Józefa Piłsudskiego, zabraniam wszystkim mieszkańcom Grajdołkowa mówić mi dzień dobry i być dla mnie miłymi!!!

P.S.
Na waszym miejscu zainteresował bym się jednak co dzieje się w sprawie konstytucji RP, ponieważ któregoś pięknego poranka możecie się obudzić w całkiem innym kraju i nie jestem pewien czy będziecie z tego powodu zadowoleni...:-))

środa, 2 grudnia 2015

Apel do osiedlowych "ciężko-myślących"!!!

Mija tydzień od napisania ostatniego postu i regularnie spotykam się z klasycznymi dla tego ubogiego umysłowo, osiedlowego środowiska przejawami  agresji tj. obraźliwymi gestami i zachowaniami, polegającymi na próbach zastraszania mnie przez przejeżdżanie samochodem centymetry od mojego ramienia. Ale próby prowokowania mnie do gwałtownych reakcji przez rzekomo "przypadkowe" nadepnięcie lub kopnięcie wyprowadzanych przeze mnie psów są niegodne jednostek ludzkich i świadczą o poziomie zezwierzęcenia lokalnych "pseudo homo sapiens"! Nie usprawiedliwia takiego działania ani fakt trudnego dzieciństwa w patologicznej rodzinie, ani stan ZNP u kobiet. Ani nawet nawet jedno i drugie łącznie!!!!! 

P.S.
Jeśli macie pretensje do mnie to nie odgrywajcie się na psach, ponieważ one nie podzielają moich poglądów.:-)) Informuję, że nie zamierzam tolerować takiego stanu rzeczy i będę od tej pory, w podobnych sytuacjach podejmował zdecydowane, aczkolwiek zgodne z prawem działania!!! A, i celowo napisałem "ciężko-myślących " a nie ciężko myślących, traktując to jako nazwę własną pewnej grupy ludzi podobnie jak "twardogłowych".

poniedziałek, 23 listopada 2015

Dlaczego nie mam prawa czuć się "prawdziwym Polakiem"?


W niezwykle emocjonalnej dyskusji z pewnym „starym komunistą” na temat tożsamości polskiego narodu, który jeszcze niedawno był baaaardzo komunistyczny, padło z jego ust stwierdzenie, że jako Polak mam obowiązek dostosować się do większości, czyli powinienem być taki jak większość rodaków. Natychmiast zacząłem się zastanawiać jaka jest ta większość z którą powinienem się utożsamiać?

Jak wiadomo 90% naszych obywateli to katolicy, co w kategoriach moralnych czyni nasz naród najlepszym na świecie, gwarantując powszechną miłość bliźniego i empatię...Ups, ja niestety nie zaliczam się do tej kategorii, ponieważ nie jestem katolikiem, więc już pojawiła się pierwsza cecha dyskredytująca mnie jako Polaka.

Ale idźmy dalej :większość naszego narodu to etniczni Polacy, chłopskiego pochodzenia, (cokolwiek to znaczy :-)). Ostatnim aktem na drodze do osiągnięcia doskonałości w tej dziedzinie był rok 1968 i gomułkowska czystka żydowskiej mniejszości, przeprowadzona pod pretekstem oczyszczania partyjnej nomenklatury z „obcych ideowo elementów”. Przy okazji pozbyto się również większości, wartościowej, zasymilowanej kulturowo polskiej inteligencji ale co tam, warto było, nie taką cenę zapłacił by polski lud za narodowościową jednorodność.

Tu znów mały zgrzyt ,ponieważ moi przodkowie ze strony ojca byli Niemcami, przybyłymi na ziemie Królestwa Polskiego w 1833r. Świadczy o tym niemieckie nazwisko i komplet rodzinnych dokumentów. Mało, że byli to Niemcy to jeszcze mieszczanie, czy raczej, jak wolała to przedstawiać bolszewicka nomenklatura, „drobnomieszczanie”. Pojawia się więc kolejny powód by nie uznać mnie za prawdziwego Polaka. Podobnie jak wszystkich Ślązaków, Mazurów, Kaszubów, Niemców Opolskich, Łemków, Ukraińców itp., itd.

Drążąc ten temat w masochistycznym dążeniu do prawdy, warto jeszcze zastanowić się nad oceną funkcjonowania naszej państwowości na przestrzeni wieków. Oczywiście ocena nie może być negatywna. Nasz naród jako WYBRANY przez OPATRZNOŚĆ dla „obudzenia sumienia Świata, jedyny, godzien miana WINKELRIEDA , nie może zostać zniesławiony jakąkolwiek krytyką. Ja zaś ośmielam się krytykować nie tylko dzisiejszą rzeczywistość, ale świętą historię tego, najdoskonalszego w dziejach narodu. Kiedy to czytam sam zaczynam się wstydzić, dostrzegając, że nie mam prawa uważać się za Polaka.

Kolejnym elementem o którym warto powiedzieć, jest legendarna tolerancja naszego narodu, rozsławiana przez wieki, hołubieniem na łonie Rzeczypospolitej różnych mniejszości religijnych i etnicznych. Przypomniana obecnie w kontekście radosnego, „ogólnonarodowego przyzwolenia”, w duchu chrześcijańskiego miłosierdzia na przyjęcie tłumów syryjskich uchodźców. Jako, że ja- wyrodny obywatel-ośmielam się mieć w tej materii odmienne od większości Polaków zdanie, znów uderzam się w pierś, uświadamiając sobie, że niegodny jestem...itd.

Ostatnim problemem, który chciałbym poruszyć w dzisiejszym poście jest powszechna obecnie, wśród polskiego społeczeństwa, postawa , która wyewoluowała bezpośrednio z dawnej, bolszewickiej postawy „zaradno-kombinującej”, nazywana „pragmatyczno – konsumpcyjną”. Zajęła ona miejsce, obywatelskiej u swych źródeł, postawy „solidarnościowej” i charakteryzuje się bezkrytycznym przyzwoleniem na rządy silniejszego, oraz nieograniczoną wręcz żądzą konsumpcji.
Tutaj znów, jako idealista, nie znalazłem się w głównym nurcie społecznej aktywności, co czyni mnie godną pogardy, namiastką „PRAWDZIWEGO POLAKA”. Jeśli dodać do tego moją niechęć do piłki nożnej i motoryzacji, to okaże się, że całkowicie dyskredytuje mnie to jako obywatela III RP.

Podsumowując: uznałem, że w trosce o właściwie zrozumienie mojej wypowiedzi, jestem zmuszony sformułować na piśmie swoje spostrzeżenia, by uniknąć zniekształconego, ustnego przekazu historii. Kolportowanego przez tendencyjnie nastawionych, nie znających pojęcia sarkazmu, interlokutorów, „bolszewickiej” proweniencji. Jak to zwykle bywa po moich rozmowach z mieszkańcami naszego osiedla!!!

Dodam, że jestem ogromnie rad ,iż posiadanie polskiego obywatelstwa zobowiązuje mnie, do przestrzegania przepisów prawa, oraz płacenia podatków, co sumiennie czynię, a konstytucja, w ramach obywatelskich wolności, gwarantuje mi wolność wyznania i sumienia. Dzięki temu zachowałem odrębność kulturową i etniczną, bez konieczności upodobnienia się do „większości Polaków”, jak usiłował mi to wmówić „stary komunista”. Ale co ja tam wiem, kto by się przejmował konstytucją -większość ma zawsze rację! To ostatnie zdanie to sarkazm, gdyby jakiś „prawdziwy Polak” nie „załapał”.:-))